Myśleliśmy, że we wtorek/środę Klara pójdzie do przedszkola. Niestety w nocy z niedzieli na poniedziałek dostała wysokiej gorączki (39,5), po podaniu leków trochę spadła, ale do 38. Zaczęła ponownie kaszleć, z nosa też pojawił się katar. Nie chciała jeść, marudziła, całą noc walczyła z gorączką.
W poniedziałek rano byliśmy u pediatry - tym razem innego, bo nasza pediatra jest na urlopie. Wyszło ostre zapalenie gardła i migdałków. Antybiotyk i w domu min. tydzień. Była taka biedna, ciągle gorączka, nie chciała jeść, za bardzo pić też nie. Wmusiłam w nią co jakiś czas trochę wody i soku. Dopiero wczoraj (środa) zeszła gorączka w dzień. Ale jeszcze było 37,7.
Popołudniu poszła na drzemkę i od tego czasu strasznie kaszle. W nocy wręcz się dusiła. Otworzyłam szeroko okno, do tego dałam clemastinum. Udało się trochę to zmniejszyć około 1 w nocy.
Chcieliśmy jechać na doraźną pomoc ale jak to trochę się zmniejszyło, to zdecydowaliśmy, że rano do pediatry. Że nie będziemy jej budzić i targać na siłę.
Nie wiem jak mam ją wzmocnić. Nie chce jeść, wybrzydza znowu. To nie tamto nie. I tak w kółko. Wszystko jest "ble" :( próbowałam nakarmić ją na bajkach, też nie chce. Pluje ;(
W związku z chorobą, odpuściłam na razie odpieluchowanie, ale chodzi w domu w majteczkach. Niestety, mokre gacie, a zero zainteresowania tym :(
Jestem wykończona. Niedospana. Sama zakatarzona jestem. Siedzimy w domu, nigdzie nie wychodzimy. Ja wczoraj poszłam popołudniu do Lidla sama.
A tak to tylko "mama pić","mama AM AM". Donoszę, rozpieszczam. Tylko "nie to!" Albo "nieee! Ble!!" Eh.










